czwartek, 11 czerwiec 2009

Óbidos obrośnięte bugenwillą

To miateczko obrosło bugenwillą. Nie ma domu bez tego pięknego krzewu. Urzekające. Malownicze i niepowtarzalne. Zakonserwowane w starych murach obronnych, to średniowieczne miasto, wydaje się być krainą z jakiejś bajki... Można je zwiedzać śladami Josefy de Óbidos - słynnej portugalskiej malarki, albo zgubić się w jego uliczkach podążając za zapachem kwiatów kolorowych bugenwillii i róż. Ariadna i Tezeusz - zwiedzeni zapachem kwiatów i sztuki - wybrali obie ścieżki.
 

niedziela, 7 czerwiec 2009

pierwsza piosenka mojego życia



tak, tak... bajka się skończyła... a na kasecie nagrane były przeboje Grechuty. I tej piosenki własnie słuchałam na koniec. Serce. Piękne.

niedziela, 17 maj 2009

w tajemniczym ogrodzie


Sintra - tajemniczy ogród pod Lizboną. Mikroklimat. Miejsce wspaniałe by nakarmić zmysły i zresetować mózg myślący już jedynie w systemie zero jedynkowym. Zestresowany office park zamieniłam więc na relaksujący tajemniczy ogród. Dwa odrębne światy. Szkoda, że na jeden dzień. Sintra jest zielona, jest dzika, jest inna niż wszystko. Jest tak blisko i jednocześnie tak daleko. Celem wyprawy były ruiny zamku Maurów. Udało się. Wdrapaliśmy się z Tezeuszem na szczyt wielkiej góry. Trudy wynagrodził widok na Sintrę i okolicę. Następnym razem opowiem więcej o tej zielonej miejscowości. Dziś pozostawiam jedynie ślad utrwalony na fotografii, by jutro w pracy rzucić na niego okiem i powiedzieć sobie: nie, to nie był sen. 



maski iberyjskie

Kolorowa zrobiła się Baixa Lizbony w sobotnie popołudnie. Główną ulicą stolicy - Rua Augusta - przemaszerowały dziwaczni przebierańcy. To nie karnawał, to pokaz tradycyjnych masek i strojów regionalnych z całej Iberii. Fotoreportaż Ariadny, która przypadkowo, w drodze na zakupy, została porwana przez ten zjawiskowy tłum. 


wtorek, 5 maj 2009

Lizbona, miasto smutne i wesołe

Utrwalona na starej fotografii kronika lizbońskiego życia codziennego pierwszej połowy XX wieku, to książka, którą muszę mieć. Lizbona, miasto smutne i wesołe (Lisboa, cidade triste e alegre) to perełka, które odkryłam przypadkowo, na wystawie w Centrum Kultury w Belém. Prezentuję fotografię fotografii i rozpoczynam polowanie. Gdyby ktoś kiedyś gdzieś widział... Błagam! bo nigdy nic nie wiadomo! Może kurzy się w jakimś antykwariacie koło Was. 


A mojej Anahí polecam inną perłę. España mistica musi być niesamowita. Niestety za gablotą. Nie udało się przewertować. Będę czujna na wszystkich pchlich targach i w antykwariatach. Gdzieś na pewno się odnajdzie porzucony egzemplarz. Wiara i nadzieja!



piątek, 1 maj 2009

Tęskno mi, Panie czyli Saudade według Norwida

wtorek, 28 kwiecień 2009

niebezpieczne zakręty - odcinek pierwszy


Język polski i portugalski dla obcokrajowców brzmią jednakowo. Jakies szy-szy-szy jedno na drugim, bez ładu i składu. Do tego dochodzą nosówki ą, ão/ ę, em i już im wszystko jedno... jakiś chiński - by się po polsku powiedziało. Coś w tym jest. Szeleścimy jak Portugalczycy. Koniec kropka. Jednak między naszym szelestem, a ich szelestem, są pewne różnice: nie dogadujemy się szeleszcząc. A jeśli już coś zrozumiemy to zwykle nie należy ufać intuicji lingwistycznej. Jadąc samochodem widzimy znak "curva perigosa". Dobra, kurwa - to wiemy, co znaczy... teraz perigosa... szybko, szukamy w słowniku - niebezpieczna. OK. już wszystko jasne. Zawracamy przed zakrętem. Po co się narażać? 
A narażamy się notorycznie. Niewinnie. Uczę kolegów w pracy jakiś słówek po polsku. Sami się o to proszą. Dzień dobry, cześć ... opanowali. Tylko dlaczego śmieją się, jak na ich niezgrabne dziękuję odpowiem proszę? P przekształcą w "b" i wyjchodzi brosze. A "broche" to tak jak po polsku powiedzieć "lodzik?" (pełna wersja z czasownikiem robić...). No i jak tu nie być wulgarnym... ale stało się! Więc jeśli już, to do końca. Potrugalczyk, który nazywa się Rui, miałby w Polsce marne życie. R zamieniamy na H (bo tak je wymawiają tubylcy)...  i masz tu babo placek! Apel do wszystkich chłopaków o tym imieniu wybierających się do Polski (i Rosji)! Zmieńcie dane osobowe! Użyjcie drugiego imienia przedstawiając się. W Portugalii jest zwyczaj noszenia 2 imion. Moja koleżanka Rosjanka, mieszkająca w Lizbonie, wyznała mi ostatnio, że najgorszym ciosem byłoby nazwanie syna - zgodnie z tradycją wyboru 2 imion - Rui Sergej. SER to BYĆ po portugalsku.... Brniemy dalej? w następnym odcinku...