Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty
It's so romantic
Autor:
Ariadna
on sobota, 10 marca 2012
Etykiety:
chaos,
Kraków,
rozmowy przy kawie
/
Comments: (0)
pranie z namaczaniem
Podróżnik nie zdecydował quo vadat. Que Deus lhe perdoe. Zatrzymał się, zamyślił się, zagapił. Tak minęło kolejne lato. Może na razie basta. Rozwiesi na sznurku sfilcowane myśli. Jak wyschną to je pewnie poukłada, albo spakuje w pudła i wyniesie do piwnicy. Pokurczyły się idee i w dodatku zafarbowały na różowo. Czyż nie powinno się kolorowych rzeczy prać oddzielnie?
lustro
Baiana wiąże mi zieloną tasiemkę na ręce. W Brazylii mówią, że nie wolno jej ściągać. Po jakimś czasie odrywam ją i wrzucam do rzeki. Przecież nie wierzę w zabobony. Dziś lusterko spada i rozbija się w drobny mak. Spadło niespodziewanie. Tak nagle. Wypadło z torebki. Drętwieję, kolana uginają się... spokojnie, ja nie wierzę w takie głupoty. Nerwowo ciskam szkło do kosza, a w tych drobinkach widzę siebie w dokładnie tej samej sytuacji kilka lat temu. Był rok 2004. Liczę na palcach. Siedem. Zbieg okoliczności - myślę. Za siedem lat jak zbiję lustro przyjrzę się dokładniej odbiciu. Może zobaczę, coś więcej w pokruszonym szkle.
Ktoś kiedyś opowiadał jak lustro pękało na jego oczach. Odłamki szkła spadły na ziemię uwalniając się stopniowo od ramy. I ten ktoś wciąż kocha lustra.
Ktoś kiedyś opowiadał jak lustro pękało na jego oczach. Odłamki szkła spadły na ziemię uwalniając się stopniowo od ramy. I ten ktoś wciąż kocha lustra.
Letnie (prze)budzenie
Podróżnik otworzył szeroko oczy. Obudził się pewnego czerwcowego dnia, w tym samym miejscu, w którym zimą zakończył wędrówkę. Zaspał. Według planów miał znów wyruszyć z punktu zero wczesną wiosną. No cóż, przynajmniej dobrze się wyspał. Teraz nacieszy się trochę makowymi krajobrazami i postanowi może wreszcie quo vadat.
sen Podróżnika
Podróżnik przystanął przy małej kapliczce na skraju szosy. Mróz odpuszczał powoli i czuć było nadciągającą odwilż. Zamyślił się chwilkę. Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. Podróżnik postanowił zboczyć z trasy. Skręcił w lewo i energicznie podążał przed siebie brodząc po kolana w zaspach. Dzień chylił się ku zachodowi, w dali miasteczko wydawało się zasypiać. Dym z kominów uciekał szybko do nieba, jakby nie chciał długo zabawić na tym świecie. Podróżnik usiadł na śniegu i patrzył na ten śnieżnobiały krajobraz. Zahipnotyzowany widokiem zasnął snem obojętności. Obudzi się dopiero wiosną, by wrócić na szosę i dokończyć nigdy niezaczętą wędrówkę .
Tłumaczenie na inny język
... oznacza, że człowiek zdejmuje z siebie skórę, przekracza granicę i zakłada strój tamtego kraju
niebezpieczne zakręty - odcinek pierwszy

Język polski i portugalski dla obcokrajowców brzmią jednakowo. Jakies szy-szy-szy jedno na drugim, bez ładu i składu. Do tego dochodzą nosówki ą, ão/ ę, em i już im wszystko jedno... jakiś chiński - by się po polsku powiedziało. Coś w tym jest. Szeleścimy jak Portugalczycy. Koniec kropka. Jednak między naszym szelestem, a ich szelestem, są pewne różnice: nie dogadujemy się szeleszcząc. A jeśli już coś zrozumiemy to zwykle nie należy ufać intuicji lingwistycznej. Jadąc samochodem widzimy znak "curva perigosa". Dobra, kurwa - to wiemy, co znaczy... teraz perigosa... szybko, szukamy w słowniku - niebezpieczna. OK. już wszystko jasne. Zawracamy przed zakrętem. Po co się narażać?
A narażamy się notorycznie. Niewinnie. Uczę kolegów w pracy jakiś słówek po polsku. Sami się o to proszą. Dzień dobry, cześć ... opanowali. Tylko dlaczego śmieją się, jak na ich niezgrabne dziękuję odpowiem proszę? P przekształcą w "b" i wyjchodzi brosze. A "broche" to tak jak po polsku powiedzieć "lodzik?" (pełna wersja z czasownikiem robić...). No i jak tu nie być wulgarnym... ale stało się! Więc jeśli już, to do końca. Potrugalczyk, który nazywa się Rui, miałby w Polsce marne życie. R zamieniamy na H (bo tak je wymawiają tubylcy)... i masz tu babo placek! Apel do wszystkich chłopaków o tym imieniu wybierających się do Polski (i Rosji)! Zmieńcie dane osobowe! Użyjcie drugiego imienia przedstawiając się. W Portugalii jest zwyczaj noszenia 2 imion. Moja koleżanka Rosjanka, mieszkająca w Lizbonie, wyznała mi ostatnio, że najgorszym ciosem byłoby nazwanie syna - zgodnie z tradycją wyboru 2 imion - Rui Sergej. SER to BYĆ po portugalsku.... Brniemy dalej? w następnym odcinku...
