Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obyczaje. Pokaż wszystkie posty

Wesołych Świąt


Portugalskie Święta pachną cynamonem i cytrusami. Są słodkie, kandyzowane, królewskie. Są wyjątkowe. Są inne. Nie ma śniegu, nie ma opłatka. Jest szopka i jest Dzieciątko Jezus na czerwonym płótnie, wywieszonym w oknie. Są rodzinne i są serdeczne. Są.
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

OBRAS NA FACHADA - ROBOTY NA FASADZIE

zjawiskowe...

há caracóis: ślimak, kolekcja wiosna-lato

"Mamy ślimaki" - ten przysmak Lizbończyków cieszy się niepowtarzalną reklamą na witrynach niejednej kafejki w Lizbonie. Przedstawiam pierwszą część galerii o ślimakach. Kolejnych części na pewno nie zabraknie, bo nowy design ślimaka wciąż jest kreowany przez największych projektantów.


kolekcja wiosna-lato 2008.



ślimaki lodowe, pyszne w polewie czekoladowej, od Nestlé



Sympatyczny ślimaczek w pięknej niebieskiej skorupce



fotografia z albumu rodziny Winniczków, Łąka 2008



Szkic węglem



Ślimaki gotowane



Ślimak rowerzysta w swoim kasku

jedno smaczne danie



Ta perełka leży sobie w jednym kiosku w centrum Lizbony. Za jednyne 10 euro można nabyć tą polska książkę kucharską, jakieś 500 stron o JEDNYM smacznym daniu. Ciekawe, kto ją w końcu kupi, bo książka kurzy się już ładnych pare lat, zawsze na honorowym miejscu, niczym DANIE DNIA! nie skusiłam się na ten kąsek, ale polecam wszystkim tęskniącym za pierożkami i lubiącym dobrą lekturę do poduszki :)

kogut przy stole - czyli rutynka

Przemywam twarz wodą raz ciepłą, raz zimną. Nie da się inaczej bo umywalka ma dwa kurki, z jednego kapie zimna, z drugiego gorąca. Wodę próbuję zmieszać w dłoniach, czasem się udaje, czasem nie! Eh, strasznie dużo zabawy z tym, a jak zwykle jestem spóźniona. „Spóźniona/y” – chyba nie istnieje tu taki termin, no chyba, że spóźnimy się 3 godziny, ale ja staram się być punktualna. Zaczynam pracę o 8.30. Nerwowo biegam po całym domu i zbieram rzeczy rozproszone po całym mieszakniu. Pachnie kawą! No właśnie, jeszcze kawka, jeszcze śniadanko... słyszę bije dzwon przy pobliskim kościele i liczę: raz, dwa... Dwa, czyli z mojej obserwacji i doświadczenia, wiem, że wibiła 8.30. Nie szkodzi... jeszcze nie jestem spóźniona. Zbiegam po wąskich schodach kamienicy i ulicy. W sumie jakieś 300 schodków dzieli mnie od przystanku tramwajowego. Wsiadam zdyszana w piętnastke, spoglądam na zegarek: 8.45. Nie, jeszcze jest wcześnie, by alarmować, że się spóźnie. Dojeżdżam do Alcântara, kolejne schody, tym razem pod górę. Wpadam do pracy mokra, zdyszana, ale jak najbardziej na czas. Jest 9 z minutami. Nie ma problemu, nawet nikt nie zauważył, bo mało kto dotarł przed 9. Wszystko w normie! Teraz tylko byle do obiadu! Portugalczycy uwielbiają jeść i przerwę obiadową uważają za świętą! Dyskusją o obiedzie rozpoczyna się dzień. Umawiajmy się, kto, gdzie, z kim, co, o której... ufff. Może koło 12.00 (po burzliwych dyskusjach) zdefiniowany jest mniej więcej plan: wybrana jest restauracja, zarezerwowany stolik... O 13.00 ekipa wyrusza, najwspanialszy moment dnia pracy! Rybka czy mięsko? Jakie jest dziś danie dnia? Woda schłodzona czy nie? A co dziś zjemy na deser? A jest mus czekoladowy? Nie ma... hmm, to mus z mango proszę. Ile kaw? Rachuneczek... a kartą można płacić? Godzinka przekształca się w półtorej i wracamy do pracy. Najgorszy moment dnia. No, ale jak mus to mus (tylko tym razem już nie czekoladowy). Koło 18 wychodzę wreszcie do domu... schodki, tramwaj, schodki, schodki, schodki. Szybko, bo czeka nas kolacja ze znajomymi!